Aktualności

Wirowanie – słowami Ewy Karbowskiej

Wirowanie – słowami Ewy Karbowskiej

Zachęcam do zapoznania się z zupełnie nową, bo z tego roku, płytą „Wirowanie”. Piękne teksty Ewy Karbowskiej – poetki i przyjaciółki – zaśpiewały Grażyna Łapińska, Aleksandra Drzewiecka, Honorata Kożuchowska, Magda Choryło oraz Lidia Zadykowicz. W pracę nad płytą byli zaangażowani Piotr Golla oraz Grzegorz Marchowski, którzy skomponowali muzykę do wszystkich tekstów. Na płycie zagrali: Piotr Golla (piano, instrumenty perkusyjne), Antoni Muracki (gitara, perkusjonalia), Szymon Wiechetek (kontrabas), Joachim Łuczak (skrzypce, gitara basowa), Kamila Wyrzykowska (wiolonczela) oraz Piotr Kajetan Matczuk (cajon, intrumenty perkusyjne). Za stronę graficzną odpowiada Jakub Muracki. Wszystkim bardzo dziękuję za świetną współpracę.

Recenzja płyty „Jeszcze tańczę” autorstwa Anny Burger

Co ja tu będę polecać? Piosenki, płyty, książki, filmy, może sztuki teatralne, choć w teatrze byłam ostatnio… no nieważne… Nazwijmy to blogiem nieco kulturalnym.

„Tobół życia nieść lżej, gdy śpiewasz pieśń”

Nie zdążyłam jeszcze napisać tekstu na temat nowej płyty Antoniego Murackiego, a on już wydał kolejną. Nie wiem, czy wynika to z mojej opieszałości, czy z jego nadgorliwości. Wydaje mi się, że z jednego i z drugiego. Ja ostatnio mam przestój w pisaniu, a Tolek wypuścił dwie płyty w odstępie trzech miesięcy. Dziś o tej, która ukazała się w kwietniu tego roku. „Jeszcze tańczę” to autorski album Antoniego, kompozycje zostały stworzone przez niego, napisał też prawie wszystkie teksty utworów znajdujących się na tym krążku.

Zaczyna się od „Czarnej” i ona przechadza się śmiało po wszystkich niemal piosenkach na tej płycie. Przekornie swój pandemiczny album autor zaczyna takim utworem:

Czarna, czarna 

Strasznie żeś niezdarna

Tobół życia nieść 

Lżej gdy śpiewasz pieśń.

Tolek zamieścił na swoim Facebooku kilka filmików, które są zapisem transmisji na żywo. Mówi w nich o piosenkach z nowej płyty i komentuje je w znakomity sposób. Co tu powiedzieć o utworze, żeby jednocześnie nie opowiadać dokładnie, o czym to jest? Ja sama napotkałam taki problem, pisząc o muzyce i choć parę tego typu tekstów na blogu już zamieściłam, za każdym razem staję przed tym samym dylematem, jak przybliżyć Wam czyjąś twórczość, jednocześnie nie zdradzając za wiele z treści. Antoni wybrnął z tego świetnie, zapowiadając piosenki przy pomocy innych swoich utworów. Dzięki temu możemy poznać nie tylko klimat albumu, lecz także kolejną porcję twórczości poety, a moim zdaniem, można ją łyżkami jeść. Jest tak dobra, dopracowana i przede wszystkim błyskotliwa.

Tak więc utwór pt. „Czarna” Tolek skomentował fragmentem swojego poematu „Pochwała stanów przejściowych”. Część ta nazywa się „Umieranie”.

To rzecz jasna zaczyna się w chwili narodzin (…)

Więc nie ma nagłej śmierci – czerni, bieli kości

Tylko narastające poczucie szarości

Wtapianie się w nieważność (…)

Umieranie to jak bunt klawiszy od krzyku poprzez szepty

Do kompletnej ciszy.

Dalej czarna wędruje do fryzjera Gienka. Ten bohater, który swego imienia użyczył w formie tytułu piosence numer dwa, jest postacią autentyczną z dzieciństwa Antoniego. To ktoś trochę straszny, trochę legendarny, urzędujący niegdyś na warszawskiej Woli, a dokładniej w okolicach ulicy Gibalskiego, gdzie mieszkał i wychował się Tolek. Te czasy już minęły i fryzjera Gineka zabrała czarna, ale nie odszedł w niepamięć, został w piosence. No i kto górą? Autor walczy z niepamięcią, również spisując swoje wspomnienia w książce autobiograficznej pt. „Mój Gibalak”. To fragmentami tej lektury raczy nas w filmiku opowiadającym o fryzjerskiej piosence. Słuchając go, doszłam do takiego oto wniosku, banalnego być może, ale co tam: rzeczy i zjawiska są dla mnie o tyle interesujące, o ile są dobrze opisane. Ani okolice Woli nie są mi jakoś szczególnie drogie, ani dzieciństwo Tolka, z całą  moją sympatią do niego, nie stoi na pierwszym miejscu listy moich zainteresować. A jednak na książkę „Mój Gibalak” już czekam z niecierpliwością, bo z przeczytanych przez autora urywków wiem, że jest po prostu świetnie napisana.

Czas przysłuchać się teraz piosence tytułowej.

Nienasycony ciągle głód

Napięty jak cięciwa

Im dłużej tańczę – życia nurt

Tym bardziej mnie porywa

Niebawem mi wywróży los

ze ściętych twych warkoczy

czy jestem opowieścią twą 

na jedną czy na tysiąc nocy.

Z kimże tu tańczy ten, kto się nam lirycznie zwierza? Czy nie z czarną aby? Czy życie nie jest nieustannym tańcem ze śmiercią?

A my przecież często tańczymy tak, jak nam zagrają. Tak łatwo nas skłócić, napuścić na siebie. O tym – w  bardzo smutnej piosence „Mój brat idzie na wojnę”. I tu pojawia się, już w następnym utworze „A gdyby jeszcze raz”, zasadne pytanie: „Cośmy zrobili z tą wolnością, że tak nam dzisiaj niepotrzebna?” (nadmienię, że to jedyny tekst na płycie, który nie wyszedł spod pióra Tolka, autorem jest Krzysztof Kasperczyk). Oj, dużo niełatwych pytań zadaje nam Antoni. Myślę, że się martwi, że sami ich sobie nie zadamy, chyba zresztą słuszna to troska…

Tyle świetnych numerów na tym albumie, że już sama nie wiem, o czym pisać, wpis robi się coraz dłuższy, a ja jednak wpadam w pułapkę pisania „a ta piosenka jest o…”, więc będę kończyć. Dodam tylko, że po dość wymagających lekcjach w większości tekstów, autor raczy nas prawie na sam koniec uroczym przysmakiem. Od razu mi się przypomniało, jak na jednym z koncertów Tolek czytał swoją mocną odpowiedź na „Szary poemat” Jonasza Kofty. Tym razem Antoni wziął na warsztat nieco lżejszy tekst. W dowcipny sposób odpowiedział na „Żurek” Wojciecha Młynarskiego, a zrobił to w pełnym wdzięku stylu przyprawionym nieco klimatem Kabaretu Starszych Panów. Tak powstał „Rosołek”. A to moja ulubiona jego część:

Bądź na zaczepki niewzruszony

Gdy puszcza oko słaba płeć

Ty takich oczek masz miliony

A wszystkie łyżką możesz jeść…

Anna Burger

Absolwentka filologii polskiej, hobbystycznie – tekściarka, kompozytorka, gitarzystka i wokalistka. Prywatnie – żona i mama.

Droga do domu

Droga do domu

Długo dojrzewała we mnie płyta poświęcona rodzinie. Piosenki o dzieciach, Teresce, mamie czy dziadku pojawiały się wszak już wcześniej, ale teraz zgromadziłem je w jednym miejscu i zaprosiłem córkę Oleńkę (śpiew), syna Jakuba (śpiew i projekt graficzny), szwagra córki – Jaśka (śpiew, gitary, flet), moje wnuki: Natalię, Adama i Halinkę oraz moją żonę Teresę (grafiki), do udziału w tym rodzinnym przedsięwzięciu. Dołączyłem też piosenki, śpiewane w naszej rodzinie od lat – Jarkowego Pastucha, Starszopanową Rodzinę, Nie ma jak u mamy Wojciecha Młynarskiego i przejmujące utwory Raduzy.

Zagrali z nami zaprzyjaźnieni muzycy, których od lat traktujemy jak rodzinę.

W trakcie realizacji płyty pojawił się w rodzinie Tadeuszek. Może dlatego, że był ciekaw piosenki o sobie… Nie ma to jak rodzina.

Jeszcze Tańczę

Jeszcze Tańczę

Po kilku miesiącach prac, dziś pojawia się moja nowa płyta: „Jeszcze tańczę”. W pracę nad nią zaangażowanych było wiele osób: pomocny we wstępnej realizacji dźwięku Paweł Jagóra, główny realizator i człowiek odpowiedzialny za elektroniczne perkusje oraz partie mandoliny -Darek Polubiec,, muzycy w osobach : Roberta Kuśmierskiego /acc/, Krzysztofa Jaszczaka /piano/, Marcina Fidosa /cb/, Wojtka Hartmana /violin/. Za stronę graficzną odpowiada Jakub Muracki. Wszystkim bardzo dziękuje. Ja zapewniłem wokal i gitary oraz warstwę słowną i muzyczną. Jedyny wyjątek stanowi wiersz Krzysztofa Kasperczyka, który opatrzyłem muzyką. Zachęcam do posłuchania skrótu z kilkoma utworami: https://youtu.be/1GcR-IO5XLQ

Raz się żyje!

Raz się żyje!

Fundacja Artystyczna TST oddaje w Państwa ręce publikację niezwykłą, gromadzącą artystyczny

dorobku Studenckiego Teatru Satyryków, w postaci dwutomowej publikacji książkowej  i pięciu

płyt CD z utworami artystów STS-u.  Staraniem wielu osób, związanych z STS-em  oraz

dzięki pomocy naszej Fundacji  powstała książka zawierająca  ponad dwieście piosenek STS-u,

w opracowaniu na fortepian, 5 płyt CD, będących zapisem piosenek ze spektakli, informacji

o wszystkich premierach Teatru STS oraz komentarzy i notatek prasowych.

Poza tym znajdują się tam plakaty i zdjęcia.

 Wszystko to mieści się w dwóch potężnych tomach, o łącznej objętości 420 stron

/w formacie A4/ i opowiada od początku do końca historię fenomenu Studenckiego Teatru

Satyryków.

Muracki śpiewa Kryla – live

Muracki śpiewa Kryla – live

Zachęcam do posłuchania mojej nowej płyty, nagranej na żywo w Radiu Gdańsk w 2019 roku. Na płycie znajdziecie pieśni Karla Kryla w moich tłumaczeniach i autorskich aranżacjach. W nagraniu towarzyszą mi Rafał Grząka (akordeon) i Joachim Łuczak (skrzypce, perkusjonalia).
Twórczość Kryla od lat była dla mnie wyzwaniem, bo uważam, że dotychczasowe tłumaczenia nie oddają do końca jej głębi i złożoności. Ponadto, pieśni Kryla brzmią wyjątkowo aktualnie. Choć były pisane około 50 lat temu, poruszają uniwersalne problemy tożsamości, kondycji ludzkiej, trudnych wyborów czy wolności. W 2020 mija 25. rocznica śmierci Kryla, ale nadal jest on inspiracją dla współczesnych twórców, zarówno w Czechach jak i w Polsce.
Pieśni poruszają bolesne dla Czechów wątki z ich trudnej historii, ale znajdziecie na płycie również pieśni o lirycznym i pogodniejszym nastroju.

Recenzja płyty „Poezja już tutaj nie mieszka”

„POEZJA JUŻ TUTAJ NIE MIESZKA” – NOWY ALBUM ANTONIEGO MURACKIEGO

Wbrew tytułowi, który jest chyba trochę prowokacyjny – to bardzo poetycka próba opisania uczuć człowieka początku XXI wieku.
Kolejna płyta Antoniego Murackiego „Poezja już tutaj nie mieszka” wprowadza nas w świat wartości, odmiennych od tych, które preferuje współczesność. Bogactwu i splendorom przeciwstawia wewnętrzną pogodę ducha, stanowi posiadania – uczucie harmonii ze światem przyrody, w końcu sławie i kultowi młodości – wierność własnym poglądom, wartość przyjaźni i zgodę na świat.
Muzycznie wysublimowana i perfekcyjna literacko płyta to głos dojrzałego obserwatora, bardzo krytycznego w stosunku do rzeczywistości i ludzkich postaw. Jednak poza dwoma utworami /”Rozmowy przy stole” i „Moja kraina”/, gdzie autor zawiera dość gorzki komentarz aktualnych wydarzeń – pozostałe utwory stronią od napastliwego tonu i proponują raczej stoicką zadumę nad ludzkim losem, godząc się na odwieczny cykl przemijania.
Muzycznie płyta bardzo różnorodna, o ciekawym instrumentarium, nagrana z wybitnymi muzykami. Przynosi wiele utworów, urzekających melodyjnością i harmoniczną głębią, raz korzystają ze wzorów ludowych, to znowu jazzowych, od ballady po bossa novę.

Twórca tak sam mówi o swoich piosenkach:
„Cóż, piosenka jest moją miłością i tak jak miłość – bywa figlarna, przelotna, głęboka, smutna, rozbawiona czy pełna zadumy. Ma różne oblicza, tak jak ja. Idzie ze mną przez całe życie i czasami poucza, czasami rozśmiesza lub podtrzymuje na duchu, gdy życie wydaje się zbyt trudne do zniesienia. Czasami broni przed samotnością i odejściem, a czasem lgnie do ludzi i z wdzięcznością przyjmuje to, co od życia otrzymałem. Jest odbiciem moich lęków, pragnień i uczuć. Jest sposobem na wyrażanie siebie i kontakt z innymi. Jest w końcu dialogiem moim z samym sobą – moim katharsis i moim sumieniem, bo moje pieśni nie umieją kłamać. Ja tak – moje pieśni nie.”
Zapraszamy Państwa do świata pieśni Antoniego Murackiego, do świata, gdzie poezja już ponoć nie mieszka. Czy aby na pewno?

Artykuł Beaty Bonik – Strefa Piosenki „Piosenki Nohavicy z naddatkiem Murackiego”

Antoni Muracki zaśpiewał 25 marca 2017 w Radio Gdańsk w ramach cyklu „Muzyczne Wędrówki Łosia i Basiora”. Beata Bonik przysłuchiwała się temu koncertowi i zapisała dla nas kilka zdań:

Antoni Muracki śpiewający piosenki Jaromíra Nohavicy to wyjątkowo ładne zestawienie. Dwóch bardów w jednym koncercie. Pytanie tylko, który z nich tu ważniejszy i o którym pisać? Słuchacz, zwłaszcza uważnie słuchający, skupia się jak wiadomo na tekście i na muzyce. A jest czego słuchać, bo piosenki Nohavicy mają w sobie i wielką mądrość, i dużo humoru, i niezwykły liryzm… Zresztą wszyscy to dobrze wiemy, znamy je przecież i słuchamy, słuchamy, słuchamy. Napisano też niejeden artykuł o twórczości Nohavicy, nawet prace naukowe. A Antoni Muracki? Śpiewa te piosenki od lat, większość z nich przetłumaczył, spopularyzował, wydał na płycie. Jest swego rodzaju tragarzem, który nam, nieznającym języka poezji Nohavicy, przynosi i podaje słowa i myśli czeskiego barda. Tak można by to ująć. Można – ale mam wrażenie, że nikt, kto słyszał na żywo Murackiego śpiewającego Nohavicę, z taką puentą się nie zgodzi.
Niedawno miałam taką właśnie okazję. W Radiu Gdańsk brałam udział w koncercie, który wyemitowany zostanie 17 kwietnia. To moje kolejne spotkanie z Antonim Murackim. Słyszałam w jego wykonaniu piosenki Okudżawy, Wysockiego, Nohavicy, a także jego własne utwory. Oczywiste jest, że każdy artysta poprzez to, co prezentuje na scenie, wyraża siebie. Mnie od dawna prześladuje absurdalne odczucie, od którego nie umiem się uwolnić, że w Murackim najwięcej jest Murackiego, gdy śpiewa Nohavicę. Jak to możliwe, skąd przyszło mi coś takiego do głowy? Zastanawiałam się w czasie koncertu i wtedy właśnie pomyślałam o… naddatku.
Muracki śpiewający Nohavicę to przede wszystkim bardzo dobrze napisane teksty. Napisane dobrze po polsku – sugestywne, logiczne i niezwykle poetyckie, z pięknym słownictwem i poruszającymi wyobraźnię metaforami, które nie są prostą kalką metafor Nohavicy. Takie teksty powstają, gdy za przekład bierze się poeta, człowiek mający nie tylko zdolność doboru rymu i rytmu, ale umiejący trafnie odczytać myśl autora i zamknąć ją we własnych słowach. To jest właśnie ten naddatek, który ujawnia się również w podejściu do muzyki. Aranżacje Tolka Murackiego nie są powieleniem pierwowzoru, choć czasami instrumentarium wyraźnie temu sprzyja. W Gdańsku gitarze towarzyszył akordeon i fortepian, było więc skromnie. Na płycie zestaw instrumentów jest o wiele bogatszy, ale te różnice nie mają wpływu na muzyczne interpretacje, ich indywidualny charakter, niekiedy znacznie odbiegający od wykonania Nohavicy. Wystarczy wspomnieć o „Mam ledwie bliznę” czy „Aniele stróżu” (w oryginale a’capella). Jest więc w tym wszystkim jednocześnie i duch Nohavicy, i dużo Murackiego, jego myślenia o muzyce, czucia muzyki i poezji. Znam wielu pieśniarzy wykonujących po mistrzowsku cudze utwory, ale rzadko spotyka się tak mocno zatartą granicę między światem odczuć twórcy i wykonawcy. A powinnam jeszcze wspomnieć o stronie wokalnej, bo to także bardzo dobre interpretacje, czasem ekspresywne, aktorskie, czasem refleksyjne, introwertyczne. I jeszcze o czymś, co – powiem szczerze – zaskoczyło mnie: o emocjach, z jakimi Tolek podchodzi do tych od lat wykonywanych utworów, o wzruszeniu, które wywołuje nieustanne ich odkrywanie. Może w tym właśnie tkwi sedno sprawy, że naddatek Murackiego to nie tylko sprawność warsztatowa, ale przede wszystkim głębokie wejście w świat piosenek, w świat Nohavicy, i umiejętność poruszania się w tym świecie ze swobodą i szczerością.
W gdańskim koncercie Tolkowi Murackiemu towarzyszyli znakomici muzycy – Karol Podkul i Krzysztof Jaszczak. Koncert ze wszech miar godny polecenia – posłuchajcie go w radiu (17.04.2017, godz. 20.05) albo po prostu – wybierzcie się. Tolek wciąż koncertuje.
Beata Bonik
Strefa Piosenki

„Pod czerwonym księżycem” – nowy dwupłytowy album Antoniego Murackiego

Cover

BackCoverPłyta „Pod czerwonym księżycem” Antoniego Murackiego jest to zapis koncertu w Radiu Gdańsk w maju 2016 roku, a znalazły się na niej pieśni autorskie: zarówno te starsze, które tworzy od trzydziestu z górą lat, jak i te najnowsze, opowiadające o aktualnej rzeczywistości i stanie emocji współczesnego człowieka.
Serdecznie polecam !
Zapraszamy na koncerty promujące płytę.

„Okudżawa, Wysocki –interpretacje” – koncertowy dwupłytowy album z trasy międzynarodowej.

Okudżawa, Wysocki - interpretacje

Okudżawa, Wysocki - interpretacjePrzed Państwem koncertowy album : „Okudżawa, Wysocki –interpretacje”, w międzynarodowym wykonaniu, w sześciu językach.
W 2017 roku mija dwadzieścia lat od śmierci jednego z największych poetów XX wieku – Bułata Okudżawy.
Pieśni Bułata Okudżawy jednoczą od lat, nie tylko różne pokolenia słuchaczy i wykonawców, ale też różne narody. Tłumaczone na wiele języków świata – są przykładem sztuki, która niesie nadzieję i ukojenie. Pieśni Okudżawy opowiadają o wartościach ponadczasowych – o przyjaźni, miłości, uczciwości, odwadze i sprawiedliwości, ale też o potrzebie prawdy i wolności. W dobie zawrotnej prędkości, z jaką zmienia się świat, czasami potrzebujemy zatrzymać się i zapytać, co tak naprawdę jest dla człowieka ważne, bez czego istotnie nie da się żyć.
Artyści z pięciu krajów sięgnęli po ten repertuar, by stworzyć spektakl muzyczny „Okudżawa w świecie”, chcąc przypomnieć, że wszyscy żyjemy na jednej ziemi, cenimy te same wartości duchowe i potrzebujemy tego samego – przyjaźni, ciepła i pokoju. Projekt ma na celu zbliżenie i lepsze zrozumienie siebie nawzajem.
Drugi krążek płyty zajmują pieśni giganta rosyjskiej poezji – Włodzimierza Wysockiego, legendarnego barda , poety i aktora. Jego pieśni brzmią na płycie zarówno w języku oryginału, jak też w językach poszczególnych wykonawców.
Pieśni Okudżawy i Wysockiego w jednym albumie, to jak zestawienie wody i ognia, ale dzięki temu, płyta mieni się różnorodnością i daje możliwość porównania twórczości tych dwóch wielkich pieśniarzy.
Na płycie, która jest zapisem koncertu zaśpiewali:
Olga Zalesskaja /Białoruś/ -pisarka, poetka, dziennikarka, autorka i wykonawczyni poezji śpiewanej, koordynator wielu festiwali i projektów muzycznych, Przewodnicząca Związku Artystów „Swoja Srieda”;
Antoni Muracki /Polska/ – bard, poeta, tłumacz, twórca programów literackich i kabaretowych, pomysłodawca festiwali „Pieśni bez paszportu” i „Kultura bez granic”, wykonawca pieśni rosyjskich i czeskich bardów, głownie Jaromira Nohavicy, którego postać spopularyzował w Polsce, będąc jego menadżerem i tłumaczem;
Sergiej Dżigurda /Ukraina/ -aktor, tłumacz i wykonawca poezji śpiewanej;
Jirży Vondrak /Czech/ – muzyk, tłumacz, dramaturg, filmowiec, pisarz i autor filmów o Bułacie Okudżawie, wykonawca i tłumacz pieśni Okudżawy i Wysockiego, koordynator projektów artystycznych;
Aleksiej Kudriawcew /Rosja/ – poeta, kompozytor, wykonawca poezji śpiewanej;
Jacek Beszczyński /Polska/ – autor, tłumacz, wyśmienity interpretator pieśni rosyjskich
Płyta jest zwieńczeniem trasy koncertowej, która objęła następujące miasta: Berlin – Pruszków- Gdańsk /Studio koncertowe Polskiego Radia, nagranie/ – Toruń – Rypin – Praha – Brno – Preszow – Bratysława – Wiedeń.

Nowa płyta „Muracki śpiewa Nohavicę”

Okładka płyty „Muracki śpiewa Nohavicę”
Tył okładki płyty „Muracki śpiewa Nohavicę” Drodzy Słuchacze, Przyjaciele i wszyscy Miłośnicy twórczości Antoniego Murackiego i Jaromira Nohavicy. Właśnie ukazała się najnowsza płyta Antoniego Murackiego pt.: „Muracki śpiewa Nohavicę”. Na płycie znajdziecie pieśni czeskiego barda pięknie przetłumaczone i zaśpiewane przez Antoniego, a również dwa bonusowe utwory w wykonaniu Jarka, również po polsku. Niektóre utwory jak Sarajewo czy Moja mała wojna są Państwu bardziej znane, jednak usłyszymy też pieśni z najnowszej płyty Jarka oraz zupełnie nieznane. Wszystkie utwory jednak są wspaniale i ciekawie zaaranżowane przez Darka Polubca i Antoniego Murackiego, dlatego na długo zostają w pamięci.

W nagraniu wzięli udział doskonali muzycy: Robert Kuśmierski (akordeon), Joachim Łuczak (skrzypce), Florian Ciborowski (harmonijka i mandolina), Darek Polubiec (piano, perkusja, bas). Za gitary, wokale, gwizdy i klaski odpowiada Antoni Muracki.

Tu można posłuchać fragmentów þłyty
https://www.youtube.com/watch?v=tdO9cOYcn1I

Płyty autorskie dostępne w sieci

Książka Antoniego Murackiego „Wiersze i piosenki”.

We wrześniu ukazała się długo oczekiwana książka „Wiersze i piosenki” autorstwa Antoniego Murackiego. W książce możecie znaleźć wiersze i teksty piosenek, a tych z Was, którzy grają i śpiewają, zapraszamy do zapoznania się z zapisem nutowym wszystkich zawartych w książce pieśni.

Czy poziomowi kultury winien na pewno tylko kryzys?…


Fakt, że mamy właśnie kryzys ekonomiczny jest powszechnie, czasem wydaje mi się, że nawet zbyt powszechnie, znany. Zwyczaj oszczędzania, nie tylko w takich razach, głównie na kulturze, zwłaszcza tej nazywanej „wysoką” też nie jest, niestety, niczym nowym.

Zaraz po Nowym 2012 Roku dopadła mnie jednak wiedza, której – przyznaję otwarcie – wolałabym nie posiadać. Otóż, okazuje się, że – przynajmniej w warszawskich i podwarszawskich centrach i ośrodkach kultury (a mam podstawy sądzić, iż gdzie indziej jest wcale nie lepiej) miejsca dla bardów, czyli mówiąc w skrócie dla mądrego wrażliwego i empatycznego słowa, oraz muzyki, zrobiło się raptem znacznie mniej niż było. A i dotąd nie było nadzwyczajnie.

Wielu kierowników i dyrektorów tych lokalnych przybytków kultury tłumaczy to oczywiście mizerią finansową. Moja, nie tylko kobieca, intuicja podpowiada jednak, że to tylko wygodna wymówka. Stosowana, bo trudna do podważenia. Powtarzana często, bo zrozumiała dla każdego. A że takie wyjaśnienie jest nie całkiem prawdziwe, to już całkiem inna sprawa. Przecież na – miałkie w formie i treści – przedsięwzięcia z kręgu kultury masowej pieniądze się jednak znajdują…

Że niby prawa rynku? Że realizuje się to na co przyjdzie większa grupa widzów? Powtórzę tu, mocno już wyeksploatowany, banał. Im bardziej będzie się schlebiać, I TO W MIEJSCACH UTRZYMYWANYCH PRZEWAŻNIE Z ŚRODKÓW PUBLICZNYCH, pospolitym gustom, tym coraz bardziej pospolite one będą. I zamiast sztuki pozostanie bełkot.

W związku z tym, naturalnie przy założeniu, że nie chce się społeczeństwa przygłupów, w tej sprawie na polepszenie sytuacji ekonomicznej czekać nie można. Bo stosik z forsy się kiedyś, prędzej lub później powiększy i będzie ją można wydawać. Tyle, że wtedy może się okazać, że – w każdym razie w kulturze – to SENSOWNIE nie ma już ani na co, ani dla kogo.
„A mnie jest szkoda…” nie tyle, parafrazując klasyka, nie tyle, „lata”, co lat pracy i pokładów cudowności wielu polskich artystów. Że wymienię tylko dla przykładu, i z pełnym szacunkiem dla Wszystkich pozostałych: Elżbietę Wojnowską, Elżbietę Adamiak, Antoniego Murackiego, Mirosława Czyżykiewicza, czy Pawła Orkisza.

(autorka: Ewa Karbowska)

„Wg Antoniego (Murackiego) świat”

„Wg Antoniego (Murackiego) świat”

i czarów moc na dziewięć gitar
czule zaklętych na trzech płytach
i mgła nostalgii w komentarzach –
wszystko się zdarza

a na dodatek jeszcze czasem
– ze szmerów słyszanych pod lasem
o których milczeć nie wypada –
magia się skrada

jest miejsce gdzieś
PO DRUGIEJ STRONIE na strach że poznasz katatonię
i wątpliwości nie wykrzyczysz – z poważnych przyczyn

nadzieja na siłę przesłania
z niej ŚWIAT stworzony DO SKŁADANIA
zajęcie dla już starych dzieci;
coś z sensem sklecić

i jeszcze rankiem człek się boi
że może ciut ZA BLISKO STOISZ
choć tak się wiele przydarzyło…
na przykład miłość

i parę lat dla braci Słowian
– schowanych w nutach u wezgłowia –
z których wyczytać wciąż się da
o życie gra

brzmi więc z Ostrawy Nohavica
– przez los rzucona rękawica –
a z Petersburga Rozenbaum –
w dziesiątkę strzał?…

a z rzadka – w piątek lub niedzielę –
zatęskni czasem się za Brellem
bądź też przed widmem nowych klęsk
strzeże Brassens…
tak to z poezją bard się wadzi
ale – jak dotąd – Jej nie zdradził
– acz Jej nadawał rys luzacki –
Tolek Muracki
(Ewa Karbowska 23.12.2011)

Serdeczne życzenia Świąteczne i Noworoczne 2012

Najlepsze Życzenia Świąteczne i Noworoczne wszystkim- przeszłym, teraźniejszym i przyszłym zwolennikom swojej artystycznej aktywności – składa
Antoni Muracki z Rodziną, a nieśmiało dołącza się – dokonująca większości czytanych przez Państwa wpisów – Ewa Karbowska

Z www.mmwarszawa.pl – relacja + FOTO Ewa Krzysiak

„Kultura bez barier”. Relacja dziennikarki obywatelskiej T

„Kultura bez barier”
Autor: Tekst Dzięki wsparciu instytucji pozarządowych i dostępnych funduszy umożliwiono występ niewidomemu piosenkarzowi Romanowi Roczeniowi. Obdarzony silnym, bardzo ekspresyjnym i ciekawym głosem potrafił wydobyć nowe znaczenia ze znanych już przebojów. Na długo zapadnie w pamięć wykonana przez niego kompozycja do słów Jacques’a Brela „Amsterdam”. Równie wyrazista była twórcza interpretacja piosenki Marka Grechuty: „Tyle było dni…” z wiecznie aktualnym przesłaniem niezapomnianego barda i poety polskiej piosenki:

„Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy…”

Widzowie mogli także posłuchać wykonywanych przez niego pieśni Leonarda Cohena.

Roman Maciejewski-Varga zapoznał zebranych z poezją. Listopadowy nastrój sprzyjał przypomnieniu wiersza przedwcześnie zmarłego młodego poety Pawła Zalewskiego z Warszawy. Publiczność usłyszała więc nie tylko to, co sam stworzył Roman Maciejewski-Varga, lecz również jego literackie inspiracje.

Weteran polskich festiwali i przeglądów piosenki, Tomasz Kordeusz wzruszał i przypominał swoje ballady. Szczególnie warto wspomnieć smutny song poświęcony staremu, olsztyńskiemu kinu „Awangarda”, którego już nie ma, bo zamiast niego istnieje nowoczesny multiplex. Jednak w nim wcale nie ma kina studyjnego, ani autorskiego, tylko importowane z USA kasowe przeboje.

Do tych zmian nawiązał także sam konferansjer i piosenkarz w jednej osobie – Antoni Muracki. Zaśpiewał on dwie piosenki o agresywności kultury masowej i coraz bardziej powszechnej dominacji bylejakości w życiu codziennym.

Później na scenę zawitała Wolna Grupa Bukowina legendarny przebój tej formacji muzycznej zabrzmiał na początek i koniec ich występu. „Majster Bieda” otworzył cudowną kolekcję piosenek skomponowanych do słów założyciela grupy Świętej Pamięci Wojtka Belona, Adama Ziemianina i oryginalnych, krakowskich poetów zafascynowanych twórczością Jerzego Harasymowicza. Słuchając ich piosenek można było zarówno poczuć zapach wiatru na Ponidziu, jak też smak potraw i napojów wyskokowych w barze na Stawach.

Wojtek Belon, legendarny bard Wolnej Grupy Bukowina był wesołym człowiekiem z poczuciem humoru i fantazją. A więc oprócz refleksyjnych, poetyckich nastrojów były także lżejsze, krótkie piosenki, jak ta o zajączku, czy inne o człowieczej codzienności. Wolna Grupa Bukowina zaprezentowała swoje najpiękniejsze piosenki.

Ten trwający trzy godziny koncert nikomu się nie dłużył, a ponadto cała sala huczała od braw, jakie słusznie należały się występującym artystom. Ci z kolei, dziękując za oklaski wyrazili nadzieję, że może kiedyś uda im się powrócić do publiczności na warszawskiej Białołęce. Jak zawsze, panowała tutaj niezwykle sprzyjająca artystom atmosfera.

z Antonim Murackim – posiadaczem trzech autorskich płyt, setek wierszy i dziewięciu gitar, bardem i animatorem kultury – O TYM CO W (Jego i w ogóle) ŻYCIU NAJWAŻNIEJSZE – rozmawia Ewa Karbowska

Z
Ewa Karbowska:
 To, w istocie jego pozorności, mało odkrywcze pytanie, o ludzi, sprawy, emocje i rzeczy w życiu najważniejsze stawiałam już, prywatnie i publicznie, wielu osobom. A postawienie go Tobie, nie wiedzieć czemu, jakoś się nie przydarzyło…
Antoni Muracki:
Ale to chyba nie moja wina?

E.K:
 No jasne, że nie. Ale też i nie zasługa. Mogłeś powiedzieć nie pytany.
A.M.:
OK. Nie powiedziałem. Spróbujmy więc naprawić nasz wspólny błąd. I pozostańmy z nadzieją, że za omyłkę lub niedopatrzenie uznają to także inni, na przykład
czytelnicy.
E.K:
 Bo ta nadzieja to nobilitacja dla nas obojga?…
A.M.:
Nie. Bo, chodzi , jak rozumiem NAPRAWDĘ, o to kto i co jest najważniejsze. A nie to na ile zgrabnie potrafimy się przekomarzać i co najlepiej zaspokaja Twoją i moją ewentualną próżność.

E.K.:
 W porządku. Więc kto i co jest dla Ciebie najważniejsze?
A.M.:
Na pytanie „KTO?”, odpowiem tak samo mało oryginalnie, jak większość ludzi na świecie. Powiem, że Rodzina i Przyjaciele. Dodam też, że bez ich wsparcia, albo i kubła zimnej wody wylanego na głowę, nie byłbym dziś ani tym, kim jestem, ani w tym miejscu, w którym jestem.

E.K.:
 Wierzę w Twoją szczerość, ale ten poziom ogólności dotyczy przecież każdego człowieka.
A.M:
Uprzedzałem przecież, że nie będę tu nikim wyjątkowym. Mówię tak, bo w moim przypadku to również prawda. Ci którzy dobrze mnie znają mogliby nawet zaświadczyć, że „prawda jak cholera”.
Oczywiście, dodatkowo, jako ktoś „od pióra, sceny, poezji, muzyki i estrady”, bardzo cenię sobie moją publiczność. I nie jest to chęć taniego przypodobania się. Mam pełną, czasem wręcz dojmującą, świadomość, że, szczególnie teraz, gdy to co robię wylądowało w artystycznej niszy, bez niej, wysmakowanej i refleksyjnej, umiejącej zatrzymać się w pół kroku, a nawet wstrzymać oddech, ja „sztuki sługa”, po prostu nie istnieję.
E.K.:
 Przejdźmy więc do tego „CO?” jest dla Ciebie najważniejsze. I jako dla człowieka i wtedy, gdy przypatrujesz się sobie jako artyście?
A.M.:
Z pewnością, jak prawie każdy z przedstawicieli naszego gatunku, i absolutnie każdy twórca, mam w sobie coś z Narcyza. Nie jest to jednak cecha na tyle dominująca, abym przyglądał się sobie szczególnie często, czy przesadnie bacznie. A jeśli nawet już to robię, to raczej nie zastanawiam się nad tym, czy w danej chwili jestem „tylko” człowiekiem, czy „aż” artystą. Zawsze najbardziej potrzebuję łowienia nastroju. Nie wyobrażam sobie dnia bez poetyckiego, albo i poetycznego, wąchania czasu i miejsca. Tych w których jestem dziś, byłem wczoraj i będę jutro.

E.K.:
 A słowo, a muzyka?
A.M.:
To spełnienia i dopełnienia. To logiczne skutki owego wąchania.

E.K.:
 I tylko tyle?
A.M.:
To nie jest „tylko”. Ale skoro chcesz więcej… Może być o potyczkach z – własną i cudzą – wrażliwością, albo, co niestety nierzadkie, jej brakiem.

E.K.:
 Więcej w tym stwierdzeniu poety i muzyka, czy doświadczonego obojętnością odnośnych decydentów, animatora kultury, pomysłodawcy i realizatora SALONIKÓW Z KULTURĄ, PEJZAŻY Z PIOSENKĘ, i cyklów koncertów KULTURA BEZ BARIER?
A.M.:
Wszystkiego po trochu. Jestem wręcz obrzydliwie zintegrowaną całością.

E.K.:
 Całością na pewno. Jednak w temacie obrzydliwości zdecydowane veto. Kręcisz się w tym wszystkim, ale niezwykle urokliwie. Z finezją Twoich trzech autorskich płyt, którymi (w cyklu powtarzalnym co trzy dni) rozpoczynam niemal każdy, ale szczególnie ten gorszy, poranek.
A.M.:
Naprawdę? Nigdy o tym nie mówiłaś.

E.K.:
 Bo myślałam, że wiesz, iż lubię się przekonać co jest „PO DRUGIEJ STRONIE”. Nie pogardzę też dopasowywaniem elementów ze „ŚWIATA DO SKŁADANIA” i nie przestraszę się, gdy zauważasz, chyba nie tylko pod moim adresem, „ZA BLISKO STOISZ”.
A.M.:
W przypływie skromności milknę.
E.K.:
 Przyrzeknij, że nie na zbyt długo i że ten stan nie przeniesie się na scenę?
A.M.:
Tyle mogę obiecać.

„O poezji i imperatywach twórczych” – dwutygodnik KONTRATEKSTY nr 180

(drugą z serii nie odbytych rozmów z bardem i poetą, Antonim Murackim, prowadzi Ewa Karbowska)

Rozmowy, mam tu na myśli zwłaszcza te nie odbyte, choć przez poetę i barda autoryzowane, z Antonim Murackim to dla mnie przyjemność szczególna. Po pierwsze, zupełnie prywatnie, zaspokajają moją próżność odnośnie tego na ile, tak naprawdę, znając się całe dorosłe życie, znamy się w kwestiach istotnych i na ile czuję i rozumiem to, co robi w ramach swojej rozległej i różnorodnej aktywności twórczej. Po drugie, już także publicznie, sporo mówią o tym co, dla każdego z nas pewnie trochę inaczej, najważniejsze w sztuce.

Ewa Karbowska:
 W ramach kontynuowania serii nie odbytych z Tobą rozmów, dziś chciałabym pogadać o czymś niemodnym, a równocześnie, mam nadzieję, dla nas obojga najważniejszym…
Antoni Muracki:
Mianowicie?

E.K.:
 O poezji i imperatywach twórczych.
A.M.:
Zabrzmiało bardzo poważnie. Poza tym, w wypadku nas obojga, trochę zabawnie. Bo moglibyśmy , równie dobrze, rozmawiać o tym odwróciwszy role. To jest ja mógłbym przeprowadzić wywiad z Tobą.

E.K.:
 Nieskromnie powiem, że masz rację. Ale to ja pierwsza wpadłam na ten pomysł.
A.M.:
No już dobrze. Pytaj…

E.K.:
 Od kiedy pojąłeś, że czynne zajmowanie się poezją stanie się głównym zajęciem w Twoim życiu? Albo kiedy dowiedziałeś się, iż Twój imperatyw twórczy zadziała właśnie w tej dziedzinie?
A.M.:
Nie wiem. Nie pamiętam. A nie pamiętam po prostu dlatego, że zaistnienie imperatywu, o którym mówisz, to nie jest moment, to proces. Proces przyglądania się światu i określonej na ten świat wrażliwości. Reszta, tj. pisanie piosenek, albo wierszy, to już tylko tej wrażliwości konsekwencji. Rezultat zasiany w głowie i przelany na kartkę. Czasem, w przypływie, fantazji, talentu, czy czego tam jeszcze chcesz, uzupełniony muzyką. Jeśli więc pytasz kiedy to się zaczęło, to podejrzewam, że w dzieciństwie. Gdzieś między trzepakiem, bramą, boiskiem, czasem piwnicą, a powiedzmy szkołą Na biednym, ale barwnym w ludzkie typy, warszawskim „Gibalaku”. Wiesz przecież, że „Mój Gibalak”, z autorskiej płyty „Za blisko stoisz”, to całkiem solidny kawałek mojej biografii.
A wiersze? Te, rzecz jasna nie tylko własne, była w moim życiu od zawsze. Ich obecności towarzyszyła, i mam nadzieję, że wciąż towarzyszy i towarzyszyć nie przestanie, wiara, iż słowem można, i warto, albo okiełznywać rzeczywistość, albo tylko/ aż dawać ludziom wzruszenie. Tworzyć byty, wprawdzie nierzeczywiste, ale przecież nie niepotrzebne.
E.K.:
 Wiem wiem, ale to przecież nie znaczy, że nie mogę dopytać. Dopytam też o formalne początki poetycko-bardowskiej „kariery”, czyli klasycznie – „jak to się zaczęło?”.
A.M.:
Zadebiutowałem poetycko w wieku 18 lat – w „Życiu Literackim” wydrukowano trzy moje wiersze. Dziś je oceniam jako średnie, ale w życiorysie taka informacja nieźle brzmi. Brzmiałaby lepiej, gdyby zastąpić tytuł czasopisma i nazwisko ówczesnego Naczelnego, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Z dobrze brzmiących w biografii notek mam jeszcze kilka -debiut w głównej roli dziecięcej w filmie telewizyjnym Jerzego Antczaka z 1968 „Dokąd wiodą te drogi” i występ w programie telewizyjnym w 1969 roku w programie Janusza Rzeszewskiego „Muzyka łatwa, lekka i przyjemna”. Filmu, na szczęście, nikt dzisiaj nie pamięta; co do programu rozrywkowego – ukazał mi dość wcześnie możliwości manipulacji w telewizji, gdyż wycięto mój głos, parodiujący Jaremę Stępowskiego, a podłożono oryginał. Koniec lat 70-tych do 1981 to czas pierwszych działań artystycznych, których nie muszę się dziś do końca wstydzić, to czas pierwszych festiwalowych szranków, z których często wychodziłem z tarczą. Ukoronowaniem tego okresu miał być występ w debiutach opolskich w 1980. Niestety, na kilka godzin przed koncertem, cenzura zdjęła moją piosenkę „Wesele”, mimo interwencji Andrzeja Ibisa-Wróblewskiego. Taka informacja brzmi prawie tak samo dobrze jak sama piosenka, więc wielkiego uszczerbku na karierze nie odniosłem.
W 1981 Jonasz Kofta zarekomendował mnie do kabaretu „Nowy Świat”, w którym grałem nieprzerwanie przez trzy miesiące do 12 grudnia 1981 roku. Była to pierwsza zawodowa scena, gdzie występowałem u boku znakomitości polskiego kabaretu. I ta informacja brzmi bardzo dobrze, i to bez żadnego „ale”…

E.K.:
 Jasne, że dobrze i oczywiste, że bez „ale”. Jednak to już, niestety, albo „stety” historia. A czas mija. Jaki artystycznie, i przede wszystkim AUTORSKO jest Antoni Muracki dziś? Kogo w Nim więcej pieśniarza, czy poety?
A.M.:
Mam nadzieję, a może jedynie złudzenie(??)…, że jestem artystycznie, i nie tylko, dojrzalszy. W czym zresztą nie ma w końcu nic dziwnego. Z jednej strony mam wszak za sobą 3 autorskie płyty (obok już wspomnianej „Za blisko stoisz” są jeszcze „Po drugiej stronie” i „Świat do składania”, że o owocach wieloletniej współpracy z Czechem Jaromirem Nohavicą nie wspomnę, z drugiej, tej bardziej prywatnej, jestem już nie tylko mężem i ojcem, ale i dziadkiem dwóch, oczywiście najpiękniejszych na świecie, wnuczek. Pora więc, chyba na wnioski z własnego życiorysu.
A kogo we mnie więcej, pieśniarza czy poety? To jest nierozdzielne. Nie tylko u mnie przecież…

E.K.:
 A teraz abstrakcyjnie. Gdybyś musiał zrezygnować z jakiejś części swojej osoby, a jeszcze dokładniej osobowości, to z czego byłoby najtrudniej?
A.M.:
Z poezji, z poezji naturalnie. Mówię tak, bo takiej odpowiedzi oczekuje się od poety. A tak naprawdę to wcale nie jestem pewien. Przecież żaden normalny człowiek nie analizuje, na co dzień, swojej osobowości. Nawet nie myśli o tym, że – i czy – ją ma. No chyba, że po alkoholu, albo innym świństwie, ale to mam już za sobą.
Ten, którego inni nazywają artystą, miewa najwyżej taką nadzieję. Więc – chyba – ja też.

E.K.:
 Co do tego, że też, ja nie mam wątpliwości. Ale, z obawy o to, że – jak na publiczną rozmowę – moglibyśmy zabrnąć za daleko i za głęboko, tymczasem podziękuję Ci za wywiad. Do następnego razu, ma się rozumieć.
A.M.:
Ależ, proszę Cię bardzo. I nie wykluczone, że do następnego.

(FOTO: Maria Malczewska)