Rano trochę się dziwię że jestem
Szukam nitek na plecach i szwów
Wszystko wprawia mnie w zachwyt, bezwstydne zadaję pytania
To wokoło to chyba powietrze
A we mnie apetyt i bunt
I zbyt wcześnie na lęk, gdy niczego mi świat nie zabrania

Jeszcze puls gra miarowo, ta ta ta ta ta ta
Całe życie przede mną jak książka
Bardziej sercem niż głową
Bardziej prawda niż gra
Łza jest słona a miłość gorąca
Tylko puls coraz prędzej mnie gna
Ta, ta, ta, ta ,ta, ta, ta, ta, ta
Pierwsza naga dziewczyna
A dopiero zaczyna
A dopiero zaczyna się gra

W środku dnia na głos krzyczę, że jestem
„spójrzcie na mnie, oddycham i trwam,
wszak to ja – punkt ciężkości, beze mnie się nic nie porusza”
Kiedy śpię świat zapada na sjestę,
Wszystkie myśli zwijają swój kram,
Na mdłą rzeczywistość wyświetla was moja dusza.

Wdech i wydech, alkohol, patataj, patataj
I zranione głęboko kobiety
Jeszcze fruwam wysoko i mam w sobie ten haj
I południe mnie wciąga jak etyl
Sam dla siebie, alkohol i haj
Patataj, patataj, patataj
W nos się śmieję kostusze
I gram z diabłem o duszę
I gram z diabłem o duszę, dla jaj!

Popołudnie już tonie w półcieniach
Nic już nie jest jak dwa razy dwa
Miłość wiele ma imion, papierowy gdzieś zginął żołnierzyk
Każda wiara ma swoje zwątpienie
Każde dobro tak blisko od zła
Słodkie kłamstwa się piętrzą jak sterta nie zmytych talerzy

Szukam w księgach i gwiazdach,
w świecie magii i liczb
widz absurdu w kosmicznym teatrze
każda miłość za ciasna
sztuka zmienia się w kicz
każda myśl nim zapłonie – już gaśnie
Szukam w ludziach
Choć tyle w nich słów
Świat w kieliszku topnieje jak lód
A kobiety –motyle
Przecinają jak sztylet
Pusty pejzaż, znikając za róg

W końcu wieczór leniwy jak kotka
Do ogrodu milczeniem się wkradł
Świat kamieni zaprasza i trudne mnie wabią podróże
Każda klęska wydaje się słodka
Żagle wciąż rozpostarte na wiatr
Płomień cichej miłości uparcie opiera się burzy