Słońce z gór złociło stodół rząd
w niebo z pól wzleciały stada wron
Starców krąg chichotał, śmiał się w głos
Już po kres złączył nas z sobą los.

Trawy źdźbła na sianie kłuły nas
Błękit drżał i dyszał raz po raz
Słodki ślub rozpalił moją krew
Zamknąłem oczy i pocałowałem cię.

Chrystus Pan wrzeźbiony dłutem w pień
patrzył w dal drewnianą tocząc łzę.
W kościele do świętej służą mszy,
a ciało me stało się ciałem twym.

Krzyczałem – kocham cię – a góry stały wkrąg
i mój gromki krzyk spłoszył stada wron z kwietnych łąk
Wzbiły się jak pocisk wprost do chmur
by w niebie zmienić się w białych aniołów chór.

Pod niebem
w aniołów
białych chór.