Wylatują nad miasto poeci
chociaż żony zamknęły im skrzydła na kluczyk
Taki to i bez skrzydeł poleci
stuknie głową w horyzont, polata i wróci

Wanna pełna białego szampana
czujnie śledzą poetów wielkie oczy z rosołu
wszystkie lustra zalane od rana
załamane są nawet już nogi od stołu

Mądre oczy ich kobiet o świcie
jak latarnie wskazują im drogę do domu
Oni milcząc – tłumaczą im życie
oraz wiersze o których nie mówią nikomu

Nie pomylcie takiego z latawcem
gdy wyleci nad miasto z nudnego bankietu
Proszę was, poczęstujcie ich ciastem
Proszę was, nie strzelajcie do takich poetów