Skip links

Przekłady Antoniego
Murackiego

Ada Jakuszewa

Wieczór brodzi pośród leśnych dróżek
i za wcześnie byś się kładła spać
Nie idź, proszę, posiedź ze mną dłużej,
popatrzymy z przyjaciółmi w ognia blask

Moc tajemnic śpi w wezbranej pieśni
i w milczeniu, co spowite w dym
To co piękne – w oczach twych się mieści
i nic nie ma piękniejszego oprócz nich.

W twych źrenicach cały świat się mieni,
w stromym brzegu swój utkwiłaś wzrok.
Nieostrożnym ścigasz mnie spojrzeniem,
obym  sobie nie pomyślał bóg wie co…

Pieśń po dziwnych wiedzie nas krainach
i rozświetla nieba zimną czerń
W skrzydła ramion wtulisz się, jedyna
i jak jasna gwiazda noc zamienisz w dzień.

Karel Kryl

Gdzie ciemne jarzębiny chylą się do traw
zaginął motyl wśród karabinowych salw
Żołdacki bucior stał mu się mogiłą
i zginął motyl – tak jak nasza miłość

Na brzegu rzeki kępy turzyc, kępy traw
niby proszeni – spadli gromem siejąc strach
Nad ziemią warczą stada nietoperzy
a naród milczy – bity przez żołnierzy

Na niebie księżyc z kremu mieni się jak tort
Dziś kupię butlę rumu – knajpa jest o krok
Ty w cudzym łóżku zbudzisz się nad ranem,
ja będę śpiewał, pijąc z kapitanem

Karel Plihal

U babuni,
na dnie starej skrzyni,
żyją Beduini,
gdzieś na dnie.

I do ucha
krzyczą: „daj, kolego
choć mentolowego,
bo posucha”.

ref.
Sznur karawan płynie w dal
nad pustynią
Sznur karawan płynie w dal,
a ja z nimi.
Zapić smutki, zapić żal –
niech przeminą.
Między swymi
dobrze być, między swymi.

Ludzie mali,
ale Bogu mili.
W skrzyni zamieszkali
Beduini.
W karty grają,
piją, żrą melasę,
aż pustynny piasek
ich przyskrzyni.

ref.

W mrocznej skrzyni
słodko drzemie błazen,
bioder twych oazę
pogodnie śni.

Gdy nad krajem wolności osypał się kwiat
i gdy naród się zbudził przykładnie bis
Nad krajem wolności osypał się kwiat,
każdy miał w poważaniu ten ład, – co
wszystkich udupił, dokładnie! bis

Nawet noga, co miękko zapadła się w gnój,
dłoń, co z trybun witała sążniście, bis
noga, co miękko zapadła się w gnój,
to znak czasu, co czyha jak zbój, i
wszystkich nas zmiecie jak liście. bis

Siwa wrona do innych podpięła się wron,
chociaż miała swój styl, jak na wronę bis
Wrona do innych podpięła się wron,
chociaż wszystkich drażnił jej ton -lecz
dzisiaj już kracze jak one. bis

Z orężem z papieru, czekając na znak,
trwożna gawiedź sztandary już chowa. bis
Z orężem z papieru, czekając na znak,
To kolejna już z przesranych szans, – więc
musimy zacząć od nowa. bis.

Berounka płynie, jak płynęła wprzód,
kiedy król jeszcze sypiał w Karlsteinie bis
Berounka płynie, jak płynęła wprzód,
w szynku ktoś nuci pieśń sprzed lat stu, – hej
a ja cię kocham jak dawniej. bis

Śpiewam pieśń na domowych schodach
W której brzmi śpiewna obca mowa
Co jej zrozumieć nie zdoła nikt
Z komina snuje się dym

Stada chmur, chmur całe tabuny
Kładą się cieniem na me struny
Nieznanych pieśni wsącza się rytm
Z komina snuje się dym

Wszystkie gwiazdy poszły spać
I o powrocie myśleć czas
Wieczorne dzwony brzmią
Każda nuta, każdy dźwięk
Swą samotność dać mi chce
I otoczyć czarną mgłą

Stawiam więc swą gitarę w kącie
Nucę wciąż, ale zaraz skończę
Starego bluesa mruczę przez łzy
Z komina snuje się dym

Wieczór, w żeńskiej bursie stróż
po kolacji już,
ogląda jednym okiem film.
A nad nim, parę pięter wzwyż,
siedzi wielka mysz,
pod drzwiami numer dwieście trzy.

Tam się Wiera Novakova
pluska pod prysznicem.
Będzie wino i migdały,
tańce pod księżycem.
Dziś spod koszar chce wyhaczyć
żołnierzyka Oldę,
bo każdego piętnastego
sypia z jego żołdem.

Wieczór, w żeńskiej bursie stróż…

Aż dochodzi do spotkania
Wiery oraz myszy.
Wiera bardziej przestraszona-
bo to ona krzyczy.
Darmo Olda wypatruje
histeryczki Wiery,
bo zamknęła się z kumoszką,
z tą spod dwieście cztery.

Wieczór, w żeńskiej bursie stróż…

Znam ja swych jesiennych chandr udrękę,
mój optymizm nagle we mnie mięknie.
Smutno śledzę Sarę, gdy
włącza coś i robi: wrrrrrrrrr…
w chwili, gdy mam prosić o jej rękę. / bis

Na jesieni dusza moja krwawi,
i psychiatrę mego to ciekawi
Patrzę – Zenek – stary głąb!,
a zielony jest jak dąb.
Mój psychiatra bardzo jest ciekawy,
choć mi przyczyn jeszcze nie wyjawił.

W czas jesienny pozytywnej zmiany
nie da nawet widok pełnej szklany.
Patrzę – Wilhelm – ten ma dryg!
Problem rozwiązuje w mig.
Jarek jest mu wdzięczny i oddany,
bo ma z głowy problem pewnej damy.

Na jesieni myśli mam ponure,
lecz wybaczcie – taką mam strukturę.
Spójrzcie – Sylwia –ta ma cios!
w swym kimonie – powiem wprost –
łamie dłonią wpół gazową rurę. /bis

Czemuż byśmy nie mieli
na stypie się weselić
Diga diga do

Płaczki, kawior, dziki śpiew
Wino w nas rozpala krew
Diga diga do

A flecistki już pijane
Pogrzeb – niech mnie czort
Tchnie kadzidłem i szampanem
Żałobnicy – pierwyj sort

Po wypiciu kilku kwart
Niosą pannę niczym kwiat
Diga diga do.

A pod tamaryszku krzak
Jezus wraz z uczniami siadł
Diga diga do

Zwrócił Pan na dziewkę wzrok
I zanucił taki song
Diga diga do

Słyszy panna jak Pan śpiewa
ten swój boski blues
Rytm do tańca ją zagrzewa
Bioder ją kołysze puls

Już nie pogrzeb, ale śmiech
Nad konduktem płynie śpiew
Diga diga do.

Pan Bóg dał mi w darze,
miłość ku pięknej Klarze.
A przez jej spojrzenie
wóz z woźnicą zmienię
na wózeczek na bazarze.

Pasą się na niebie owce…
Ślę ci pocałunki Morse`em.,
kropka – kreska – kropka
Moja Klarciu, moja Klarciu, moja Klarciu słodka.

Bóg mnie stawia w matni,
bo ramiona dzikiej Katii,
powodują to, że
błagam Cię, mój Boże –
Zabierz Klarę, jeśliś rad mi.

Łotr, stręczyciel, nocny korsarz…
Falujemy w rytmie Morse`a
Kropka – kreska – kropka
Moja Katiu, moja Katiu, moja Katiu słodka.

Kim będę jako starzec,
czy ćmą nocną w dziennym barze
Wbiłeś w duszę ość mi
rymów i miłości,
Boże, zwróć mnie znowu Klarze.

Pasą się na niebie owce…

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić komfort korzystania z Internetu
Explore
Drag